Jedzenie na mieście Bielsko

Celna 10 czyli celuję w lunch

W pierwszy czwartek czerwca niebosa się zlitowały nad moją głową i  skąpały Bielsko w słońcu. Jeszcze trochę majowej pogody i zostałbym zawodową złotą rybką.

Pozbyłem się parasola i wyruszyłem w kierunku Rynku nad Zamkiem.
Bez planu, bez podkładu muzycznego. Z przeświadczeniem, że albo zjem  smacznie albo polegnę próbując (alternatywnie wymieniając ciosy na noże z szefem kuchni) jakiś lunch. Bo słowo lunch kluczem. Nie danie z menu standardowego, ale właśnie lunch.

I tym sposobem wbiłem się do (FB) Celna 10 ul.Celna 10, 43-300 Bielsko Biała.
Głównie dlatego że było tuż przedpołudniem i chyba pierwszy raz miałem możliwość usiąść gdzie chcę.

Dobra. Przyznaję, trochę zwabiły mnie leżaki i rośliny na wejściu. Te mury i małe podwórko w środku najczęściej jest mocno oblegane, tak że o wyborze "z wolnej stopy" stolika to mrzonka. Więc show must go on.
 
Ach te GastroPub-y:
Widok na bar Celna 10

Co jest na lunch...krem z zielonego groszku z miętą i falafel z buraka na sałatce.

Falafel? FALA FEL. Ok. Chciałem to mam. Mina mi trochę zrzedła bo... dla mnie krowa wcina trawę całe życie więc jest potem technicznie opiekaną na grillu sałatką. Czyli lunch bez mięsa. A na Falafel trafiałem całe swoje życie: świetny albo krytycznie niejadalny, stanów pośrednich nie odnotowałem. Czekając na zamówienie oddawałem się kontemplacji otoczenia i chmur przepływających nad moją głową.

Podobają mi się te zielone akcenty pośród murów.
Nadciąga kawaleria.

Lunch Celna 10 za 29zł.
Krem z zielonego groszku z miętą. Przyjemny, delikatny w teksturze na języku, lekko słodkawy. Sycący moje oczy głęboką zielenią jak dinozaur z kreskówki. To taka zupa do jakiej tęskniłem zimą. Może jedynie jakiś mały słony/pikantny akcent z grzankami lub czipsem z szynki stałby się przyjemnym dodatkiem. Jest nieźle zobaczmy co dalej.

Patrzę na talerz. Talerz patrzy na mnie.
- Cześć, jak się masz?

-A Ty masz zamiar gościu mnie dźgnąć widelcem czy będziemy tak romantycznie zerkać na folklor lokalny?

Dźgnąłem. Wielokrotnie. Najpierw wsunąłem całą kulkę w usta. Chrupiąca otoczka odsłania sycące wnętrze. Więc tak smakuje falafel z buraka. Ciekawe.
Nie za ciężkie. Język miesza przypieczoną skorupkę i mięciutki środek.
Delikatnie przyprawiony. Smaczny. Miksuję to z resztą talerza. Rukola, cebula, pomidorki, czerwona papryka, sezam. Sos vinegree. Nabijam wszystko na widelec i wciskam do ust. Przyjemnie. Świeże dodatki i chrupiący falafel.

Jestem mile zaskoczony. Bo lunche to takie małe wyzwanie dla kuchni. Zbyt często lokale "spłaszczają temat" wrzucając w menu lunchowe wariacje swoich dań z głównego menu.
 
Ma być w miarę lekko dla żołądka i ciekawie smakowo. Powiedziałbym: zaskakująco dla podniebienia. Tak aby gość lokalu chciał wracać.
I w CELNA 10 to się zdecydowanie udało
 
Podsumowanie:
Wpadnę spróbować innych lunch-ów dnia. Odwiedzać. 
 
Jeżeli podoba CI się ten wpis proszę udostępnij go na swoim FB tak aby więcej osób mogło mnie odwiedzić. Walczę o zasięgi. Będę wdzięczny.
-Iwo z Dymu
 

Jedzenie i życie nocne Bielsko Biała moim subiektywnym okiem. Tu mieszkam i tutaj jest mój świat. Lubię dobre jedzenie i mocne imprezy. Chcę podzielić się z Wami moimi przemyśleniami i opiniami. Do zobaczenia na mieście.

Komentarze