w

Clubbing i pubing po koronawirusie w Bielsku

Nightlife i gastro na ostrzu noża

clubbing po koronawirusie

Bielsko Biała nie było nigdy miastem łatwym dla klubowiczów i właścicieli klubów. Można by to potraktować jako „truizm”, ale jednak specyfika miejsca zdecydowanie utrudnia powstawanie nowych miejsc.

Brakowało nam uczelni wyższych ściągających naturalny narybek gości/klientów lokali pod postacią mocno spragnionych imprezy i alkoholu studentów kierunków dziennych. Nazywajmy rzeczy po imieniu: kto mógł to jechał studiować byle dalej od BB. Do tego dochodziły warunki lokalne, utrudniające inwestorom działanie:

  • dość małe skupione centrum miasta, które można przejść całe w 10minut z podziałem na: Sferę, 11 Listopada, Rynek i pojedyncze kluby oddalone od głównego centrum
  • clubbing występujący jedynie w piątki i soboty (plus sporadyczne święta, długie weekendy)
  • niewielka liczba lokali, które można zakwalifikować jako imprezownie nocne: kluby wymagały sporo miejsca na loże i parkietu do tańczenia
  • o sąsiadach i wyciszaniu nie wspomnę, więc albo klubom nocnym zostawały głębokie piwnice albo miejsca gdzie w bezpośrednim otoczeniu nie ma mieszkań co wymuszało czasem karkołomne rozwiązania
  • zawsze nad wszystkim czuwa klauzula, że chcesz zrobić klub/lokal gastro w miejscu zabytkowym więc NIE
  • puby/pijalnie piwa zgromadziły się wokół odnowionej płyty rynku nad Zamkiem Sułkowskich żeby zdobyć maksimum $$$ w okresie odpalenia ogródków letnich
  • ogródek piwny na Rynku zdobywa się na zasadzie licytacji za miejsce(kto zapłaci więcej ten ma ogródek)
  • główny ciąg komunikacyjny ulica 11 Listopada praktycznie zamarła i miasto dopiero niedawno zorientowało się, że coś jest nie tak
  • jeżeli ktoś nie miał parkietu do tańczenia i kierował się na pubing to musiał połączyć Piwną Rewolucję Kraftu z jakimś dodatkowym jedzeniem żeby utrzymać ruch w tygodniu czyli zatrudnić kucharza/pomoc kuchenną plus wyposażyć/dostosować kuchnię

A potem przyszedł COVID-19 i walnął w to wszystko brudną bombą atomową. „Brudną” bo nie dość, że zdmuchnęło branżę klubów, pubów, restauracji. To jeszcze zostawia w prezencie po uderzeniu potencjalną zmianą zachowań i przyzwyczajeń NAS czyli gości wymienionych wyżej lokali.

Ile miejscówek przetrwa okres całkowitego zamknięcia i odcięcia od portfeli gości jedynie na swoich poduszkach powietrznych, które teraz ulegały wyczerpaniu w oczekiwaniu na ciepłe dni będące naturalnym okresem zwiększonego przepływu przez konta. Właściciele podejmują trudne decyzje o zwolnieniach/postojowym/zamknięciach interesów działając w oparciu o szacowanie ryzyka i nerwowe przeliczanie potencjalnych dni słońca gdy będzie można otworzyć drzwi na ludzi.

I modlitwa żeby przyszli.

Już teraz zagrożenie wywołuje pewną konsolidację działań i jednoczenie się branży. Lojalny klient stał się niezwykle cennym dobrem.

Choć spotkałem się z opinią, że przetrzebiona liczba miejscówek będzie akurat odpowiadać mniejszej liczbie ludzi, którzy bez strachu wyjdą na miasto.

Jakie obwarowania zostaną w przepisach prawa po zakończeniu/wygaszeniu epidemii?

Większe odległości między stolikami w lokalach, ograniczenie ilość ludzi w klubach, płyn do dezynfekcji dłoni na każdy stolik? W przeprowadzonej przed chwilą ankiecie na FB na zadane pytanie:

„Czy jeżeli rząd oficjalnie ogłosi zakończenie pandemii koronawirusa to wracasz do życia towarzyskiego w pełnej skali: puby, restauracje, imprezy, teatr, kino. Czy zamierzasz raczej odczekać dłuższą chwilę i unikać skupisk ludzi???”
Około 70% ludzi odpowiedziało, że odczeka dłuższą chwilę nawet po oficjalnym ogłoszeniu rządowym.

Oczywiście w pierwszym odruchu spora grupa ruszy żeby odreagować wydłużony areszt domowy więc alkohol będzie lał się strumieniami. ALE…

Prawdopodobnie pozostanie u części mieszkańców na pewien czas (mniej lub bardziej świadomy) odruch omijania tłumu. Czy to można już potraktować jako Zespół stresu pourazowego – idąc za definicją Wikipedii jako zaburzenie psychiczne będącą formą reakcji na skrajnie stresujące wydarzenie(traumę).

Psychika w którą media pompowały obrazki śmierci i przepełnionych szpitali wprost z pięknej Italii, w momencie gdy piszę te słowa nie mamy takiej sytuacji w PL(i oby jej nie było). Jednak jak głęboko sięgnie strach?

Czy przykładowo będę:

  • Unikał wnętrz klubu / restauracji na rzecz lokali dysponujących miejscami na zewnątrz?
  • Czy zamiast klubu nocnego wybiorę domówkę lub imprezę w plenerze?
  • Czy zamiast niedzielnego obiadu na mieście zdecyduje się na zamówienie go z dowozem lub całkowicie zrezygnuję z takich opcji?
  • Zrezygnuję całkowicie z płatności gotówką żeby uniknąć fizycznego kontaktu z bilonem i banknotami.

Moc z Nami.

-Iwo z Dymu

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie…

0

Co myślisz?

Napisane przez Iwo

SONDA: Do jakiego życia towarzyskiego wrócę po COVID-19?

góry wokół bielsko biała

Gdzie do lasu wybrać się w BB po 20 kwietnia 2020?