subkultura bielsko
w

LoveLove

Subiektywne nocne BB subkultury

Rozchichotane nastolatki w stoliku obok zaczynają nerwowo spoglądać na telefony. One wiedzą, że arterie autobusowe 200 tysięcznego miasta zaczną umierać kilka minut po 23:00. Więc grzeczne dziewczynki ruszają na przystanki by wyruszyć w drogę do domu. Ich bardziej ostre przeciwieństwa właśnie wysiadają naprzeciwko Prezydenta by ruszyć na podbój BB. Nie Bialska Białej, ale właśnie BB. Wielkiej Małej BB.

BB ma nieskomplikowaną budowę. Poznałem każdy jej zakamarek. Dosłownie wytarłem sobą jej wnętrze. Do każdego punktu z centrum na swoich wiecznie za długich nogach docieram w maksimum 10 minut. To akurat zaleta. Nie muszę dźwigać swojej masy na dalekie dzielnice.  Stoję na skrzyżowaniu 11 Listopada i Barlickiego. Ta druga straszy mnie oczami trupa wyruchanego przez rzeczywistość gdzie moloch centrum handlowego zeżarł i wypluł mały kapitalizm. Jak kiedyś napiszę kryminał to śmierć spotka pierwszą z ofiar właśnie tam.

Radosne: „Marek! Żabka!” wywala mój romantyzm na śmieci (potem po niego wrócę, ostatnio rzadko je wywożą). Tłum 18-19 latków pakuje się do sklepiku. Ładowanie mocy czas rozpocząć. Lekko i przyjemnie alkohol daje podkład nocy. Jego owoce będą się walać o świcie na Placu Mickiewicza. Mickiewicza z widokiem na Mac’a. I w parku miłości za Ratuszem. I w na murach Zamku. I na brzegach  niebieskiej nitki przecinającej ciało BB na dwie połowy w mapach Googla. Mam tylko nadzieję, że policja nie wyciągnie z rzeki czegoś więcej niż imprezowicza i zwłok niewiadomego pochodzenia (taki tydzień). Właściwie tu nie chodzi o kasę. Jak ktoś wali z gwinta na rogu Jacka i Finkę to raczej nie jest dotowany z 500+. To stado. Jestem w stadzie zachowuje się jak jego członkowie. Jestem przynależny i mam tożsamość tłumu. Może to i lepiej. Z gęstwiny ugrzecznionych stylówek wyławiam jedynie subkulturę wykolczykowanych emo. Jestem więc spokojny o obronność kraju (bagnety przez to nie przejdą).

Płaszczyzny mroku w centrum krzyczą do mnie ruszaj na kluby. Ich liczba ostatnio poleciała na głowę.

Widzę bestię rozbawionego człowieczeństwa, która nieskończoną rzeką zamawia kolejne procenty na barach. Kalejdoskop normalności, w rytmie Nirvany podskakują faceci w koszulach Bytomia i Ralpha Laurena. Przy klubowych hitach z Ibizy w innej miejscówce też podskakują. Dwudzionek trwa i wywala weekend XD. Jeżeli pstryknę palcami i magicznie teleportuje parkiet z jednego do drugiego to nikt nie zauważy różnicy. Chyba, źle szukam. Może wszyscy imprezujący wrzucili swoje pragnienia/żądze/zainteresowania w Instagrama i FB. Zaawansowana SMARTwica. Jeżeli subkultury są w BB to już tylko na ekranach komórek. Modle się żeby na chwilę walnęła atomówka w troposferze i zjarało EMP cały ten elektroniczny szajs. Może wtedy zniknie balet rozmytych stref określanych jedynie przez #hasztag pod kolejnym zdjęciem w mediach społecznościowych nurtu WEB 2.0.

Komentarze

Dodaj odpowiedź
  1. Ja mam 30 lat i nie byłam nigdy w Pomarańczy, Klubie Miasto… Itd.. No tak… Jestem takim egzemplarzem :p (na studiach bylam kujonem…etc). Jedynie Pigal i Rock mogę zaliczyć do W przyszłości(bliskiej lub dalekiej) chciałabym wyjść do miejsca, w którym sa kulturalni ludzie (nie gówniary robiące co chwile sweet selfie na insta), przyjazna atmosfera…. I nie wiem gdzie takie miejsce jest… O ile jest.

    Pozdrawiam,
    K.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ładowanie…

0

Co myślisz?

Napisane przez Iwo

najdziwniejsze książki z amazou

Najdziwniejsze książki z Amazona

5 odsłon bitwy w animacji