Jedzenie na mieście Bielsko

Wołowina jak tam sezonowe menu

Zawsze uważałem sezonowe menu w lokalach gastronomicznych za nie tylko możliwość zaskoczenia czymś nowym swoich stałych bywalców ale również swoisty test umiejętności szefa kuchni. Często ta "sezonowość" popada w skrajności  gdy forma przerasta treść. Jednak z drugiej strony przyjemnie jest wpaść na szefa kuchni który potrafi zaprezentować dobry produkt z jego najlepszej strony czyniąc całość czymś co wspominam z przyjemnością. Jak to  było w (FB) Wołowinie  ul. Piwowarska 4, Bielsko-Biała nad Bielskim Rynkiem przeczytacie poniżej. 

Wylądowałem na stolikach przed wejściem gdzie mogłem podziwiać błękitne niebo i powolny ruch mas ludzi w drodze do naszej betonowej płyty Rynku z ogródkami piwnymi. Jest plan zagospodarowania tego piekarnika zielenią, czekam z niecierpliwością.

Rzut okiem na wkładkę sezonową do menu:

Startujemy zupa i przystawka. Krem z młodej marchwi oraz soczewicą (14zł):

Kremowa, lekko słodkawa z przyjemnym przełamaniem przypiekanych migdałów. Akcent opieczonej młodej marchewki która schrupałem spowodował u mnie uśmiech na twarzy. Zdjęcie to mały foodporn, a przynajmniej był taki do momentu aż równa krawędź zupy rozmyła się na lekko pochyłym stoliku. Smacznie. Dobry wygląd gratis.

Ravioli żytnie z gruszką i kalafiorem w sosie gorgonzola (21zł)

Jestem fatalnym wegetarianinem. Nieśmiało wbijam widelec w pierożek najmniej zalany sosem. Czuje cienkie ciasto. Wbijam zęby w lekko ociekający wywarem z kalafiora i zboża farsz. Smakuje dziwnie. Ciekawie, smacznie ale dziwnie. Majtam kawałek w sosie. Tak! Teraz to ma sens. Dojrzewający ser nie narzuca się ale nadaje charakteru. Człowiek gorączkowo ciągnie językiem w ustach przez smaki. Ta przystawka to przyjemne doświadczenie, nawet dla mięsożercy. 

Omijam danie główne czyli makaron z zielonymi warzywami. Po prostu obawiam się, że nie zmieszczę w sobie wszystkiego.

Idę w stronę Burgera ze szparagami (35zł).

Trzeba podejść do niego taktycznie ze względu na wystające szparagi. Sama bułka zgrabnie daje radę utrzymać całość, delikatnie podpieczona. Mówię delikatnie, bo jak by spiekła się bardziej to przy jej grubości stałaby się sucharem. Na uwagę zwraca lekko półpłynna konsystencja jajka. Sam burger odpowiednio soczysty. Nad całością czuwa bekon i czerwona konfitura z cebulki. Do burgera jest keczup ( w właściwie do frytek) i nie jest to zarzut bo każdy sos  przykryłby specyficzny smak szparagów, które w jajeczno-mięsnym towarzystwie czują się świetnie. Mówię o tym bo jednak burgery trafiając w praktycznie każde menu restauracji w moim odczuciu są traktowane jako bułka, mięcho, dodatek, zalej jakimś sosem i cześć. Sos wyrówna całość. W tym wypadku jednak to suma elementów daje całe mnóstwo radości w jedzeniu. Jestem na tak. Frytki opieczone na zewnątrz, a mięciutkie w środku. Same znikaj. Sałatka to dodatek typu standardowego. 

Dobry ten burger, choć trzeba powiedzieć głośno: jeżeli lubi "mokre" burgery to może się zawieść. 

Deser nadciąga w zwodniczo prostej formie. Naleśniki z mascarpone i truskawkami (14zł).

Widząc talerz zacząłem radośnie machać uszami. Jak bym miał 10 lat to bym odleciał. Puszyste naleśniki wypełnione serkiem z truskawkami. Proste i bardzo przyjemne.  Niezbyt słodkie. Ot taki domowy deser babci dla wnuków będący lekiem na całe zło. Idealny Comfort Food.

Podsumowując: W Wołowinie da się przyzwoicie zjeść nie tylko steka. To taka miejscówka jaką chce mieć blisko domu żeby wpadać od czasu do czasu zajrzeć co jest w menu. Z menu sezonowego wybronili się. Jestem zadowolony z wydanych pieniędzy.

Fotograficzna prezentacja dań na serwowanych talerzach odnotowana i doceniona. 

PS Załatwcie miski dla psów. Młodziutka Pani kelnerka dzielnie ratowała sytuację. Chwała jej za to.

Jeżeli podoba CI się ten wpis proszę udostępnij go na swoim FB tak aby więcej osób mogło mnie odwiedzić. Walczę o zasięgi. Będę wdzięczny.
-Iwo z Dymu